poniedziałek, 30 grudnia 2013

Nowy Rok bieży...

Śmiem przypuszczać, że od dzisiaj do czwartku/piątku nie będzie mnie już w Internecie, dlatego dzisiaj chcę złożyć Wam serdeczne życzenia Szczęśliwego Nowego Roku! Samych cudownych chwil z Waszymi dziećmi (zarówno tymi prywatnymi, jak i tymi "pracowymi" :P). Aby te dzieci mówiły tak dużo, żebyście mieli ochotę je zakneblować ;)


Nie umiem składać życzeń, więc tyle pozostawię w tej kwestii ;) Wszystkiego Dobrego!

A co z "Głoską" w Nowym Roku?

Wróci! ;) Troszkę mniej intensywnie, ale wróci :)
W 2. tygodniu stycznia prawdopodobnie.


Pojawią się nowe posty o zabawach, zabawkach oraz o rozwoju mowy dziecka i o dwujęzyczności. Nadal mam w planach wyśmiewać głupoty na forach, hejtować na nieodpowiedzialnych terapeutów, co to każą czekać oraz pouczać rodziców i wymądrzać się ;)

Myślę też nad zmianą tonu pisania. Ostatnio dostałam taką uwagę (za którą jestem wdzięczna, ale nad którą cały czas myślę), że "jesteś taką wesołą śmieszną dziewczynką, która pokazuje matkom, że logopedia jest zabawna, a nie sztywna jak kij od szczotki, tylko wiesz Kasia.. za dużo żartujesz i to raczej nie przekonuje większości matek". Czyli powinnam zmienić styl na bardziej merytoryczny.. Nie wiem.. co o tym sądzicie Wy? Ja cały czas myślę.

Twarzy sobie nie zmienię, choć ostatnio pani w sklepie mi piwa nie sprzedała, bo dowodu nie miałam (zabrzmiałam jak rasowa e-matka :P). Powiem Wam, że czasem męczy człowieka ta świadomość, że wygląda jak gówniarz.

Kiedy pracuję z licealistami, to... ech.. normalnie kompleksy przy nich mam.
Kiedy pracuję z ludźmi z afazją, to widzę, że czasem traktują mnie jak wnuczkę/koleżankę córki, a nie jak terapeutę. Z takim pobłażaniem.
Kiedy pracuję ze sprzężonymi niepełnosprawnościami, rodzicom trudniej jest mi zaufać.

Tak więc myślę nad lekką zmianą stylu. Choć nie wiem czy mi się uda... 

Blogi logopedyczne powstają jak grzyby po deszczu, zauważyliście?
Ale większość skupia się jednak na ćwiczeniach artykulacyjnych. A u mnie artykulacyjnych jak na lekarstwo, bo - wg mnie - nie wszystkie dzieci z wadami wymowy wszystko mogą ćwiczyć, ot. Ćwiczenia artykulacyjne powinny być dobierane indywidualnie dla dziecka, więc u mnie ich nie zobaczycie ;)

Jednocześnie dziękuję Wam za wszystkie komentarze pod postem, w którym chciałam zrezygnować z bloga, wszelkie wiadomości prywatne! Dajecie kopa w tyłek!! Statystyki potwierdzają, że pomimo ciszy cały czas odwiedzaliście blog (nawet w Wigilię!), więc stokroć DZIĘKI!! Post nie ma żadnej wartości merytorycznej, dlatego został przeniesiony do "Głoskowych aktualności"



Do zobaczenia w Nowym Roku!!

niedziela, 22 grudnia 2013

Życzenia


Centrum Logopedyczne "Głoska" 

życzy Wam wszystkim



zdrowych, wesołych i rozgadanych Świąt Bożego Narodzenia. 

Wierzę, że w Nowym Roku wszystko będzie układało się lepiej:
 i Wam i Waszym dzieciom! 


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Zdominowana :) Oburęczność i lateralizacja

Zaczęłam przeglądać archiwum bloga, bo już normalnie nie wiem czy publikować Wam wpisy "wiedzowe" czy "zabawowe". I wyszło mi na to, że ostatnia "wiedzówka" była 10 dni temu, a potem 6 wpisów z zabawami, więc czas się "wymonr-z-yć" (sorry, nie mogłam się powstrzymać :D Wyraz spisany z ostatniego dyktanda ;P).


Porozmawiajmy sobie o takim mądrym słowie jak "lateralizacja". Trudne słowo, co?:) Ale my lubimy trudne słowa ;)

No dobra, z polskiego na nasze lateralizacja to inaczej stronność. Czyli przewaga jednej półkuli mózgu nad drugą. Żeby człowiek poprawnie funkcjonował powinien mieć tę stronność jednorodną.


.....

...


Ok. Bo jakiś naukowy bełkot mi wychodzi ;/

Jeszcze raz :)

Mamy człowieka :)) Człowiek - jak powszechnie wiadomo - ma dwoje oczu, dwoje uszu (nie dwa ucha!!), dwie ręce i dwie nogi. Ponieważ życie nie jest sprawiedliwe, to prawidłowo rozwijający się człowiek ma jedną sztukę ze wszystkich par lepszą niż drugą. A więc: jedno oko dominuje nad drugim okiem, jedno ucho dominuje nad drugim uchem, jedna ręka dominuje nad drugą ręką, jedna noga dominuje nad drugą nogą. Prawidłowo rozwijający się człowiek ma te wszystkie dominujące części ciała z jednej strony czyli tak:



lub rzadziej tak:



Na pierwszym obrazku mamy dominujące prawe oko, prawe ucho, prawą rękę i prawą nogę, na drugim - lewe oko, lewe ucho, lewą rękę i lewą nogę. Naukowo na diagnozach jest to zapisane jako "lateralizacja o formule PO PU PR PN" lub "lateralizacja o formule LO LU LR LN".

W praktyce oznacza to, że człowiek o formule PO PU PR PN lepiej widzi prawym okiem, lepiej słyszy prawym uchem, pisze i je prawą ręką, a chodzenie zaczyna od prawej nogi. Ale o tym za chwilę ;)) Dla neurologii, logopedii i psychologii jest to informacja, że dziecko lepiej przetwarza informacje lewą półkulą mózgu (dzieci lewostronne mają dokładnie odwrotnie). Oba sposoby przetwarzania są prawidłowe, zgodne z normami, choć zupełnie różne od siebie ;)


Zabawa zaczyna się w momencie, w którym lateralizacja człowieka jest skrzyżowana. Czyli ma np. dominujące prawe oko, prawą rękę i nogę, ale lewe ucho.

Można być skrzyżowanym na kilka różnych sposobów (na obrazku tylko przykłady).




To teraz tak: skoro prawidłowa jest lateralizacja jednostronna to nasuwa się kilka pytań:

1. Jak sprawdzić lateralizację mojego dziecka?
2. Moje dziecko ma dominujące obie ręce: HIT czy KIT?
3. Co dla mojego dziecka oznacza skrzyżowana lateralizacja?
4. Czy jeżeli lateralizacja jest skrzyżowana należy przestawiać ją na jednostronną?

Postaram się odpowiedzieć na wszystkie. Choć.. nie będzie łatwo wyczerpać temat w jednym poście (zauważyliście, że ja uwielbiam gadać?:P)

Jak sprawdzić lateralizację mojego dziecka?
To akurat jest proste i można badanie przeprowadzić w warunkach domowych. Ważna uwaga jest taka, że najlepiej obserwować dzieci po 3.r.ż.

Oko: prosimy dziecko aby zajrzało przez judasza (wizjer) (jednym okiem)

Ucho: mówimy dziecku, że w szafie są krasnoludki i trzeba podsłuchać, co one tam mówią (jednym uchem)

Ręka: kładę przed dzieckiem kredkę/łyżkę DOKŁADNIE W ŚRODKU linii ciała. Zadaniem dziecka jest coś narysować/zjeść zupę.
Noga: proszę dziecko, aby kopnęło do mnie piłkę.

UWAGA: Jeśli Twoje dziecko w 2. r.ż. nie wskazuje palcem jednej ręki, wybierz się z nim do psychologa/logopedy.

Moje dziecko ma dominujące obie ręce: HIT czy KIT?
Jeśli dziecko wszystkie zadania wykona jedną stroną ciała - wsio ist OK :P Ale jeśli coś zrobi środkiem ciała (np do wizjera przystawi czoło, kredkę weźmie prawą ręką, a zacznie malować lewą), to badanie powtórzmy jeszcze raz za kilka dni. Jeśli nadal jest "nie-halo" umówmy się na wizytę do PPP, aby specjalista sprawdził lateralizację dziecka.
I tu ważna uwaga: to, że dziecko powyżej 3letnie umie malować/jeść obiema rękami to nie jest powód do dumy:( Oznacza to mniej więcej tyle, że dominująca półkula nadal nie jest wybrana przez mózg.

Co dla mojego dziecka oznacza skrzyżowana lateralizacja?
Ano:
- późniejsze mówienie i rozwój poznawczy,
- zagrożenie dysleksją (czyli problemy z czytaniem, pisaniem i kierunkowością),
- ogólny problem z planowaniem ruchów ciała.

Czy jeżeli lateralizacja jest skrzyżowana należy przestawiać ją na jednostronną?
Oka, ucha, nogi nie przestawisz, nie ma bata! Ale co niektórzy "mądrzy" chcą rękę z lewej na prawą zamieniać (rzadziej odwrotnie, ale jednak także). Odpowiadam zatem: NIE WOLNO PRZESTAWIAĆ DZIECKU RĘKI. Nie! Ponieważ pojawiły się ostatnio spekulacje tu i ówdzie, że metoda krakowska każe rękę przestawiać, prostuję: tylko w przypadku dzieci oburęcznych wybieramy za nie rękę na podstawie innych części składowych. Ot.
A co robimy na terapii? Wspomagamy rozwój poznawczy dziecka ze skrzyżowaną lateralizacją po to, aby jego mózg przyzwyczaił się do skrzyżowania i nie robił mu problemów w przyszłości.


czwartek, 12 grudnia 2013

Czytanie ze zrozumieniem. Poziom wyższy :)

Ok :))

O czytaniu ze zrozumieniem dla maluchów jeszcze będzie, obiecuję.

Póki co - dla dzieci starszych (i ich terapeutów/rodziców) :))

O co chodzi tłumaczyć pewnie nie muszę - zadanie jest proste - trzeba umieć czytać ze zrozumieniem. Jak przekonać młodzież do czytania ze zrozumieniem, a nie "bylejak"?

Mój sposób to zagadki. Zazwyczaj działa.
Przy czym zaznaczam lojalnie, że nie chodzi o zagadki takie o! Smoka Obiboka dla maluchów! Nie! tego się prawdziwa młodzież nie tknie! ;))
Mam kilka zagadek przygotowanych dla młodzieży, zazwyczaj związane są one w jakiś sposób z kierunkami, bo jak wiemy - dysleksja to nie tylko problem czytania ze zrozumieniem, ale także problem z orientacją w przestrzeni.

Na początek wrzucam tzw. lajcik :))

Zadanie znalezione gdzieś w starych książeczkach z zagadkami.


  1. Potem lecimy trochę trudniej.







Ponieważ zdjęcie jest średniej jakości, to od razu Wam przepiszę tekst:

1. Podkreśl dom Adama, który jest tuż
po lewej od domu, który jest dwa domy 
na prawo od domu, który jest trzy domy
na prawo od domu, który jest dwa domy
na lewo od domu, który jest tuż po prawej
od fioletowego domu.

2. Zakreśl kołem dom Ewy, który jest dwa
domy na prawo od domu, który jest dwa
domy na prawo od domu, który jest tuż po
lewej od domu, który jest cztery domy po
prawej od domu, który jest tuż na lewo od
pomarańczowego domu.

A potem przechodzimy do najtrudniej: do zadań z matematyki z treścią. W zależności od klasy :)))

4 bociany w 2 godziny łapią 8 żab. Ile potrzeba bocianów, by w 1 godzinę schwytać 80 żab?

środa, 11 grudnia 2013

Sylaby przestrzenne

Inaczej sylaby 3D, jak je nazwała w komentarzach Kinko ;)


Długo zastanawiałam się czy o nich pisać. Bo wbrew pozorom to zabawka niebezpieczna. Ale! W końcu rodzice i terapeuci na "Głosce" to sami mądrzy ludzie, więc na pewno zastosują się do zaleceń.

 Na początek pokażę Wam, co to jest sylaba przestrzenna ;) Po tych kilku zdjęciach, nadal jest tekst! ;P




Po co mi ona?

To jest temat dłuuuuugi.

Ale można go skrócić :) Dawno, dawno temu :P uczyłam czytać dzieci sylabami (ofc, nadal to robię). 
Nie raz i nie dwa trafiłam na dziecko powyżej 7 lat, które w szkole uczyło się głoskować. I jak tu takiego młodzieńca/taką pannę namówić na sylaby, skoro on cały czas czyta [pya], a nie [pa]? Nie jest łatwo, przyzwyczajenie to ponoć nasza druga natura, a dzieci szybko się przyzwyczajają. Zwłaszcza jeśli pani w szkole, jest największym i najwspanialszym autorytetem. A często jest :)

Jednocześnie z 7latkami, uczyłam 4latki i 5latki (tzn. nie w tym samym czasie rzeczywistym, ale np. tego samego dnia :P). Z tymi młodszymi czytaliśmy metodą symultaniczno-sekwencyjną. A te dzieciaki, żeby załapać samogłoski, bardzo często musiały się nimi pobawić. Ale nie tak, że kartonik, na kartoniku A i ja się bawię tym A... o nie! to byłoby za proste ;) Bawiliśmy się samogłoskami piankowymi! Na pewno wiecie jakimi! :) Rozkochane w metodzie mamy, widząc, że dziecko łapie samogłoski na piankach w mig, kupowały całe alfabety. Porażka! W którymś momencie powiedziałam STOP.

Przecież tu nie o litery idzie! 

Ale 5latek, żeby szybciej zrozumieć [pa] jako jedność i 7latek z akapitu wyżej, żeby załapać, że [pa] to jednostka, a nie dwie jednostki, musieli tego [pa] dotknąć. I to [pa] nie mogło rozpaść się na dwie litery (przynajmniej na początku).

Rozumiecie? Czy zagmatwałam?

Dla tych, dla których piszę zbyt kwieciście:
Dziecko, które uczy się czytać sylabami, łatwiej się ich uczy, kiedy ta sylaba jest rzeczywistą jednością, a nie dwoma literami. Zwłaszcza dziecko o typie uczenia się kinestetycznym. 

Dlatego powstały sylaby 3D ;)

Mam ich tylko kilka: pierwszy i drugi paradygmat. Najpierw bawię się tymi przestrzennymi, potem rozpoznajemy je na kartce, kartonikach, w książeczkach. Zawsze kiedy dziecko czyta [pya], pokazuję mu niebieską stojącą jak rzeźbę sylabę i pytam: "A to? co to?" W mig uzyskuję odpowiedź [pa] i potem nie mam problemu z pozostałymi paradygmatami.

UWAGA jest taka! Sylabami przestrzennymi powinny się bawić tylko dzieci, które nie mają problemów z odwracaniem kształtów, liter oraz uporządkowaniem linearnym od lewej do prawej. Pozostałe dzieci mogą się bawić, ale tylko pod okiem terapeuty/rodzica, który PILNUJE, czy dziecko nie obkręca sylaby dookoła i nie zaczyna jej czytać jako [ap].


A jak zrobić sylabę 3D?
Bo w sklepie jej się nie kupi ;) Pomysł jest bardzo autorski ;)

1. Bierzemy kartkę

2. Rolujemy tę kartkę (a w zasadzie dwie kartki :P) i z tych ruloników składamy prototyp sylaby, a konkretniej dwóch liter, z których ma się sylaba składać. Jeszcze osobno. U mnie PI na tapecie, bo się zepsuła

3. Obklejamy sylabę na kolorowo. Nie polecam papieru, bo jest zbyt twardy. Ja obkręcam litery czystą szmatką do kurzu. Z mikrofibrą. :)


4. Dla wzmocnienia liter obtaczamy je folią spożywczą.


5.  Teraz mamy dwie literki, które musimy połączyć.


6. TADAM!!

Podoba się? :)

A teraz ciekawa jestem, które wydawnictwo jako pierwsze zabierze mi pomysł :P

wtorek, 10 grudnia 2013

Uprzejmie donoszę, że żyję..

...czy jeszcze pracuję dowiem się jutro.

Ale są chwile, dla których warto żyć :)

Tu, jeszcze przed.. Ładnie?





A tu już "po" :)

Aż żałuję, ze nie mogę pokazać Wam więcej zdjęć,.. :(




WARTO! :))

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wprowadzamy sylaby

Dzisiejszy post jest na zamówienie :)

O czym będę pisać? O tym, jak wprowadzać sylaby w metodzie krakowskiej, ale myślę, że sposób jest dobry do każdej metody sylabowej.
Pamiętajmy, że dziecko nie będzie czytać, jeśli nie będzie umiało analizować i syntezować wzrokowo i słuchowo, nie będzie umiało uzupełniać i kończyć sekwencji, jeśli ma słabą pamięć.  Pomocne też będą inne ćwiczenia ogólnorozwojowe. Zanim więc powiecie, że metoda jest do czterech liter, przećwiczcie z dzieckiem wyżej wymienione umiejętności, a potem bierzcie się za czytanie :))

Pragnę przypomnieć także, że za sylaby nie bierzemy się, jeśli dziecko nie ma opanowanych samogłosek, i onomatopei. Wszystko u Eli :)

Dobra, zakładając, że te etapy mamy skończone, bierzemy się do sylab. Taka uwaga na początek :)) Na I etapie nauki czytania sylaba otwarta = spółgłoska + samogłoska, sylaba zamknięta = samogłoska + spółgłoska. Paradygmat natomiast to zbiór sylab otwartych lub zamkniętych z konkretną spółgłoską;) Ech, wyższa matematyka, nie? :)) Zaczynamy od sylab ze spółgłoską P. Dlaczego P? Ponieważ jest to pierwsza spółgłoska, która pojawia się w naturalnym rozwoju mowy dziecka. Dziecko mówi [p], kiedy chociażby parska wypluwając smoczek ]:-> lub butelkę :P

Więc założyliśmy sobie, że to P ;)
Teraz czas wprowadzić sylaby. Jak??
Ano tak, żeby dziecko widziało sens ich wprowadzenia. Czyli - mówiąc po ludzku - każda sylaba musi mieć znaczenie. Podobnie jak wcześniej samogłoski.

Do nadawania znaczeń sylabom stworzono książeczki "Kocham Czytać". Ja jednak nie byłabym sobą, gdybym nie miała swojej wersji znaczeń ;))


 tak na pierwszym obrazku widzimy jeża z gruszką. Mówię dziecku:
"O popatrz! Jeż! Jeż idzie PA"


Na kolejnym jeż z gruszką spotyka jeża z jabłkiem
"O! dwa jeże! Jeże PU"


i tak dalej przy każdym obrazku. Kiedy już przedstawimy dziecku wszystkie obrazki zaczynamy czytać razem z maluchem, jeszcze raz od początku. Z n-tym czytaniem warto spytać: "O zobacz! Jeż chowa się za krzak! Co on mówi?", dziecko powinno odpowiedzieć "PO".

Z materiału tematycznego, przechodzimy do materiału atematycznego, czyli tzw. czystych sylab. Dziecko dostaje od nas planszę z wypisanymi sylabami oraz małe kartoniki. Zadaniem dziecka na początek jest dopasować taką samą sylabę do takiej samej/



A potem dziecko dostaje same kartoniki i grzecznie pytam: "Gdzie PA? daj PA!". Należy dodać, że nigdy nie pytam w takiej kolejności, w jakiej są ułożone kartoniki.


Co jeszcze? Ano etap ostatni: składanie wyrazów z sylab ;) Co złożycie - Wasza sprawa. Ważne, żeby dziecko miało co czytać.
Sylabami pojedynczymi bawicie się dokładnie tak samo jak samogłoskami: rzucacie glutem, młotem ;), używacie balonów, hydrożelu czy czego tam chcecie (polecam http://www.zabawysylabowe.blogspot.com). Tylko pamiętajcie: nie ma cudów. Nie ma sekwencji, nie ma czytania. Nie ma analizy, nie ma czytania... itd. :)

A tu wrzucam film z instrukcją :)



Temat starałam się wytłumaczyć najlepiej jak umiem, ale... nie da rady 5 lat studiów zmieścić w jednym poście. Przykro mi. Dlatego.. zapraszam częściej, a dowiecie się więcej :))

Pozdrawiam!

piątek, 6 grudnia 2013

Zajęcia ze Świętym Mikołajem. Konspekt zajęć :)

Żeby nie było, że ja o Was zapomniałam :) No skądże, mimo wszystko jestem.


Dzisiaj 6 grudnia, więc zajęcia z Mikołajem być muszą. Będą.

Pokażę Wam część, tę kartkową, a w ramach prezentu postaram się ją umieścić w zakładce "Pobierz".


Zaczynamy?

Zajęcia są przygotowane dla Krzysia, ale może uda się je przeprowadzić z Waszymi pociechami.

:)

1. Czytamy. Kasia czyta, Krzyś oswaja się z tekstem, bo przeczytać, to on tego nie przeczyta ;)

2. Oglądamy bardzo dokładnie rysunek Mikołaja (jakiś chudy wyszedł:P), po czym ..

tniemy go na części :)
a) najpierw dwie,



b) potem cztery.

Może się uda na więcej po skosie?

3. Mikołaj zostawił swoją skarpetkę!!! Domalujemy po śladzie jej wzór i pokolorujemy choinki. Potem z mamą Krzyś dokończy kolorowanie skarpety.


4. Mikołaj (sklerotyk) zostawił pół worka za kominem. Razem z Krzysiem domalujemy drugie TAKIE SAMO pół worka.


5. Poczytamy sobie. I dopasujemy kolorowe wstążki do prezentów. Wstążki pokolorujemy :)

6. I mandalę Krzyś też pomaluje. Część na zajęciach, część z mamą potem.



Oczywiście nie są to wszystkie zadania, które zrobi dziś Krzyś... Ale jak już mówiłam - kartka jest nudna, więc tyle będzie na kartce. Reszta - w trzech wymiarach ;))

A dla tych, co nie mają konta na facebooku, a chcą zobaczyć Hamburg z wielką wodą, mam film. Tylko wiecie: nie cięłam nic. Jest jak jest, o! :)













czwartek, 5 grudnia 2013

Jeszcze o screenach

Będzie jeszcze jeden post z serii "jestem zła". Bardzo Was przepraszam za mój ton, którym dzisiaj będę pisała, ale... trafia mnie bardzo jak czytam niektóre rzeczy.

Zacznijmy od początku. Jakiś czas temu
Ela na dwujęzyczności pisała o teleOGŁUPIANIU. Nie chcę się w 100% powtarzać, dlatego odsyłam Was do niej. Wyrażę tylko swoje zdanie (poparte przykładami ofc) w tej trudnej sprawie.
1. Uzmysłówmy sobie, że mówiąc o telewizji mówimy tak naprawdę o wszystkich ekranach: telewizor, komputer, laptop, tablet, komórka - nazwijmy te wszystkie urządzenia screenami lub monitorami, będzie łatwiej.


2. Jak działa ekran na oczy dziecka, muszę pisać? Naprawdę?  Ok...

A więc: oglądanie monitora z bliska powoduje, że soczewka naszego oka skupia się na płaskim wyświetlaczu. Powoduje to złą akomodację oka, mięśnie "rozleniwiają się", a przez to później powodują przeróżne wady wzroku. Oprócz tego rogówka oka nie jest nawilżana podczas patrzenia w ekran. Skupiając wzrok na monitorze bardzo rzadko mrugamy, a to właśnie mruganie powoduje wydzielanie się łez. Dlaczego mamy fundować to niemowlakom i dzieciom do 3. r.ż.? Dlaczego?
Co poza tym? Monitory promieniują (też nowość, co?). Emitują promienie rentegenowskie, podczerwone, ultrafioletowe i niskoczęstotliwościowe. Teoretycznie nie są to promieniowania szkodliwe dla naszego zdrowia (bo są wbijane w ściany monitora), ale warto o nich wiedzieć sadowiąc dziecko przed komputerem


3. Głośne odtwarzanie dźwięków niszczy słuch.

Kolejna nowość, nie? Pomyślcie lepiej o tych wszystkich zabawkach muzycznych, które macie w domu. Lubicie je? Ja nie znoszę! I nie dlatego, że nie mam dzieci, serio. Po prostu te wszystkie "muzyczki" są tak głośne i tak piskliwe jednocześnie, jakby ....wrrr ;/ A najgorzej jest w niektórych żłobkach. Kilkanaście zabawek i kilkanaścioro dzieci, każde ze swoją zabawką i każde gra. Masakra.
Tak samo jest z bajkami puszczanymi na komputerze i w TV. Są za głośne. Zwłaszcza reklamy.
Jeśli nie wierzycie mnie, marnej logopedzie, zapytajcie laryngologa. Potwierdzi.

4. Oglądanie migoczących ekranów niszczy układ nerwowy.
Przesuwający się ekran powoduje u maluchów zbyt dużą stymulację obrazem. Ale ponieważ nie chcecie słuchać o prof. Cieszyńskiej, bo uważacie za jakąś szamankę (a tytuł profesora to na pewno za ziołolecznictwo i czarodziejstwo dostała w Hogwardzie, nie?:P), to sobie odpuszczę jej tłumaczenia.
Naukowcy - psychologowie z Polski, Stanów Zjednoczonych, Niemiec jednogłośnie mówią: układ nerwowy malucha nie powinien oglądać ŻADNEGO ekranu przed ukończeniem trzeciego roku życia.
Dzieci przed 3. r.ż. nie mają jeszcze w pełni ukształtowanego układu nerwowego. Skutek jest taki, że promieniowanie, migające obrazy i drażniące bodźce słuchowe wywołują u nich zaburzenia czynności elektrycznej w mózgu (mówiąc po polsku: wywiązuje się dużo mniej połączeń międzyneuronalnych, w skutek czego dziecko MNIEJ się uczy). Ba! Migocący obraz MOŻE obudzić u dziecka objawy padaczkowe.

5. Dziecko przed telewizorem NIE UCZY SIĘ.
To jakiś straszny mit powtarzany rodzicom i przez rodziców. Zacznijmy od niemowlaków. Taki maluch posadzony przed telewizorem GAPI SIĘ w ilość obrazów, kształtów, kolorów. GAPI SIĘ, tak samo jak gapi się w kolorową obracającą się tarczę. Absolutnie nic się nie uczy, ponieważ niemowlak uczy się TYLKO poprzez interakcję z drugim człowiekiem. Poza tym chciałam przypomnieć, że dziecko do 12.m.ż. nie odróżnia fikcji od prawdy!
Dziecko roczne i dwuletnie też nic się nie uczy z bajek. Owszem potrafi powtórzyć słówka po angielsku, pewnie kształty i kolory, ale na litość Pana!! kosztem braku połączeń neuronalnych!! Kosztem zaburzeń koncentracji, kosztem agresji, pobudzenia itp. Bo takie są dzieci, które oglądają screeny.
I jeszcze jedno: żeby dziecko nauczyło się tak naprawdę czym jest trójkąt, to musi ten trójkąt poczuć, powąchać, DOTKNĄĆ, polizać. To, że ono zobaczy w TV, że Świnka Peppa czy inny Kaczor Donald ma trójkąt, to spowoduje tylko, że będzie pamiętało (być może), że kaczor ma trójkąt. Ale nie będzie w stanie tego przenieść na świat swoich zabawek. Sorry.
Jeśli Twoje dziecko to potrafi i właśnie teraz chcesz zaprzeczyć moim tezom, to usiądź sobie wygodnie i zastanów się czy aby na pewno nie powtarzałaś z nim tego na sorterze albo w książeczce? To stamtąd Twoje dziecko wie o trójkątach.

6. Oglądanie screenów powoduje wady postawy
A tak! Bo nawet jak posadzicie malucha w odpowiedniej dla niego pozycji, to i tak ono się "pognie" tak, żeby głowa była bliżej ekranu. Reakcja normalna. I co wtedy? Ano to, że w ten sposób dziecko zapewnia sobie wady postawy, skoliozę i krzywy kręgosłup. Wspaniały prezent na przyszłość.

7. Dziecko uzależnia się od bajek
TAK! Uzależnia się. Do tego stopnia, że kiedy tych bajek nie dostaje jest w stanie krzyczeć, kopać, bić. To nie jest chęć oglądania bajki! To chęć patrzenia na monitor! Tadaam!!
Miałam kiedyś chłopca z cechami autystycznymi. Neurolog i psychiatra JEDNOGŁOŚNIE stwierdzili, że akurat u niego cechy pojawiły się na skutek przestymulowania obrazem. Co zrobili rodzice? Wyrzucili z domu TV, pochowali laptopy i tablety. Super mądre posunięcie. Tylko w Małego coś wstąpiło. Miał charakterystyczne objawy tzw. delirki: drżące ręce, wymioty, bolący brzuch, nerwicę. Wszystko przez odstawienie uzależniacza.

8. Tablet NIE USPRAWNIA MANUALNIE dzieci poniżej 3. r.ż.
Jezu! Za ten tekst to powinni kogoś do więzienia wsadzić! To, że dziecko umie bawić się tabletem i paluszkiem, to nie jest powód do dumy. Serio. Co z tego, że potrafi przesunąć ekran na tablecie, jeśli nie umie trzymać łyżki, ołówka, ułożyć klocka na klocku czy skakać na jednej nodze? Naprawdę uważasz, że umiejętność włączenia laptopa czy uruchomienia suwaka na tablecie jest bardziej potrzebna w życiu?

9. Oglądanie telewizji hamuje rozwój mowy dziecka.
Hamuje. Opis u Eli, cały długi wpis. Od siebie tylko dodam, że dziecko uczy się poprzez rozmowę z drugim człowiekiem. Nie poprzez bajki i płyty!

10. Muzyce relaksacyjnej dla niemowlaków mówię NIE
Przynajmniej do 1. r.ż. dziecko jedynych piosenek jakie powinno słuchać, to te śpiewane przez człowieka, bez muzyki w tle! Chyba, że to mama/tata/dziadek grają na cymbałkach, garnkach, szklankach. Ale to też kontrowersyjne.
Muzyka relaksacyjna - nie. Szum wiatru, śpiew ptaków - z płyt. ooooooooookey... ale nie za dużo.

I teraz najbardziej kontrowersyjna rzecz - DZIECKO NIE POWINNO OGLĄDAĆ TV DO 3. R.Ż. Potem powoli można je przyzwyczajać. ALE! Jeśli Twoim argumentem jest to, że jeśli maluch przed 3. r.ż. nie obejrzy Peppy to nie będzie miał o czym w przedszkolu z kolegami rozmawiać, to zastanów się:
a) czy jesteś pewny, że ważniejsze jest to, że nie będzie miał o czym rozmawiać czy to, że w ogóle będzie umiał rozmawiać?
b) czy Twoje dziecko musi być takie samo jak inne? Czy nie ważniejsza jest Twoja mądra postawa?

I jeszcze mój hit


Stwierdzam, że w erze Internetu już nie ma autorytetów. Smutne to :(
I tyle.
I wiem, że mnie zhejtujecie w komentarzach. Wiem. Hejtujcie. Byle świadomie.
PS. Obawiam się, że dzisiaj może nie uda mi się ODPOWIEDZIEĆ na Wasze komentarze. Nad Hamburgiem ma przejść kolejny orkan (wiatr z prędkością ok. 140 km/h), więc po pierwsze nie mam pojęcia, o której uda mi się wrócić do domu ze szkoły, a po drugie nie wiem, czy będę miała sieć.
Trzymajcie się!

środa, 4 grudnia 2013

Ortografia dla dyslektyka



Znacie dzieci, a raczej młodzież z dysleksją, prawda? Ćwiczycie z nimi ortografię, prawda? No nie mówcie, że nie, bo nie wierzę, że któregoś z terapeutów (logopedę, nauczyciela, pedagoga, rodzica) nie denerwuje "ktury", "karzdy" czy "hszonszcz".



Tylko jak wyćwiczyć umiejętność pisania dobrze ortograficznie z takim 14letniem dyslektykiem (lub dysortografikiem), który jest już w "tym słynnym" wieku, wszystko mu obojętne, a reguły ortograficzne ma wykute na blachę (tylko co mu po nich?:P).

Ano - sposobem.
Oczywiście, nie ma chyba możliwości, żeby dziecko z głęboką dysfunkcją nauczyło się pisać w 100% poprawnie. Ale jak już się w 80% uda, to już jest sukces.
Jak zapewne wiecie, większość dyslektyków to wzrokowcy. Zapamiętują to, co widzą i tak się uczą najlepiej. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł ćwiczeń ortograficzno - wzrokowych z młodzieżą z dysleksją.


Zadaniem dziecka jest przeczytać wyrazy (te są dobrane akurat pod 15letniego Nikodema, ale dla każdego dziecka dobierałam inny zestaw - indywidualnie). Popatrzeć na nie, zapamiętać. Potem zagiąć kartę wzdłuż szarej linii i napisać je jeszcze raz. Tonem wyjaśnienia dodam, że mam te wyrazy zapisane na osobnej kartce i  je dyktuję - młody człowiek nie musi się uczyć tego JAKIE wyrazy tam są, a tego JAK one wyglądają.
Ważnym etapem jest sprawdzanie wyrazów. Mianowicie delikwent dostaje w rękę czerwony mazak (może być inny, ale moim zdaniem czerwony jest najlepszy, bo bardzo fajnie wpada w oko wzrokowcom), odgina kartkę i SAM sobie sprawdza błędy. Ponieważ na zajęciach nie stosuję nagród ani kar (wiem, że niektórzy mają naklejki, pieczątki, coś tam; u mnie - zwłaszcza u dzieci szkolnych - tego nie ma - dziecko uczy się dla siebie, nie dla nagród; ale pochwałę dostaje zawsze), młodzież wie, że nie ma sensu oszukiwać i udawać, że się jakiegoś błędu nie dostrzegło. To mija się z celem.

Czasem - pod koniec zajęć - dziecko pisze te same wyrazy jeszcze raz. Efekt jest bardzo miły, błędów - zdecydowanie mniej.
A tutaj zdjęcia ćwiczeń w praktyce. Jedno jest na punkty, ale chłopiec sam chciał :) Wycięłam nazwiska dzieci.
Dlatego polecam powyższy sposób wszystkim mamom i terapeutom dysortografików i dyslektyków ;)
A teraz uciekam!
Dzięki, że jesteście ;)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Dzieciom trzeba czytać

Dzieciom trzeba czytać. Wiecie? Pewnie, że wiecie :) Przecież trąbią o tym psycholodzy, trąbią o tym logopedzi, panie w przedszkolach, a nawet te w telewizji. Wczesne czytanie bajek i baśni dzieciom to genialna stymulacja rozwoju mowy.
Phi...
Też mi nowość, nie?
To teraz zastanówmy się do kiedy dziecko jest dzieckiem, któremu trzeba czytać.... myślę,... myślę,... myślę nadal... i... szukam:) I mam! :)) Dziecko jest dzieckiem do matury! TADAM!! Oczywiście tylko w wymaganiach dydaktycznych szkolnych.
Zaskoczka?
Otóż zgodnie z wymogami dydaktycznymi nauczyciel powinien czytać coś dzieciom w szkole na każdym etapie edukacji.
Czy dotyczy to także rodziców?
Moim zdaniem - tak. Zwłaszcza rodziców dzieci dwujęzycznych, dzieci z dysleksją oraz dzieci, których rodzice uczą sami w domu (edukacja domowa). Oczywiście nie wyobrażam sobie zmuszać 17latka: "A teraz siadaj i słuchaj!! Bo kazali, żebym ci czytała!!", bo chyba nie o to chodzi ;) I umówmy się - ja wiem, że dzieci w pewnym wieku umieją czytać same. Wiem.
Ale to chyba jest większa przyjemność, kiedy możemy coś komuś przeczytać, prawda? To nie musi być lektura szkolna, to nie musi być MOJA ulubiona książka. Ba!! To może być nawet sensacja z lokalnej gazety!
Jak jest u mnie w szkole?
Cóż, nie oszukujmy się - najłatwiej jest mi czytać czwartoklasistom. Nie dlatego, że są młodsi, ale dlatego, że mam z nimi najwięcej godzin polskiego w tygodniu. Co czytam? Czasem fragment lektury (zwłaszcza wtedy, kiedy wiem, że część nie przeczytała w domu.. ech), ale częściej baśnie polskie, klechdy, opowiadania, legendy. Oni uwielbiają ten moment, kiedy dziesięć minut przed kolejną przerwą proszę ich, żeby pochowali wszystkie zeszyty, usiedli wygodnie (na krzesłach, ławkach, podłodze) i zgasili światło (a włączam taką małą lampkę nocną - moje oczy cierpią!). 
I zaczynam czytać:
W tym momencie najczęściej dzwoni dzwonek ;) Co za pech! ;> Zapalam światło, wychodzę z klasy, a na biurku zostawiam otwartą książkę (a nawet dwie). :)) Najczęściej zastaję przy nich pół klasy po dzwonku :))
I tak, już nieraz dowiedziałam się, że: "Pani Kasiu, pani to jest taka ... okrutna.. jak.. jak przerwa na reklamy normalnie" ;)
Chyba komplement, nie? ;)

niedziela, 1 grudnia 2013

Czy terapeut(k)a zawsze jest terapeut(k)ą? :)

Czy Ty zawsze patrzysz na dziecko pod kątem jakiejś dysfukcji? Nie możesz po prostu przyjąć do wiadomości, że ono jest niegrzeczne?
Takie pytanie zadała mi ostatnio koleżanka. Rozmawiałyśmy o chłopcu z ZA, który według swojej babci jest bardzo niegrzeczny. Próbowałam lekko hamować babcię, tłumacząc że wszystkie zachowania chłopca, to nie jest jego zła wola, tylko "uroda ZA" (a to nie były wielkie przewinienia - ot np., że młody reaguje na wołanie dorosłego dopiero wtedy, kiedy po usłyszeniu polecenia policzy głośno do 20.) i zostałam zjechana z góry na dół.
Ale żalić się nie będę, bo nie o to w tym poście chodzi.

Raczej o odpowiedź na pytanie: czy zawsze patrzę na dziecko pod kątem dysfunkcji?!

Ależ skąd!

Mam na imię Kaśka i jestem kobietą. Po pierwsze. Po drugie - żoną, po trzecie - terapeutą i nauczycielem. Dopiero dalej jakieś inne role. Ale jestem jedną osobą, więc od każdej z tych ról nie da się uciec ;) One się przenikają. A najlepiej widać to... w torebce. :)

Po zawartości torebki ją poznacie.
Kolega mojego męża, stwierdził kiedyś, że z zawartości damskich torebek to doktorat można napisać. Ciekawa jestem, co by o mnie powiedział :P
Postanowiłam za to sama poznać siebie i sprawdzić, co kryje się w czuleściach mojej. Torebki nieterapeutycznej, czyli takiej, w której nie ma zabawek, pomocy, sylabek i innych tego typu "bzdurek". ;)

Torebka?
Normalna, brązowa. Skóropodobna. Jedna z wielu, jakie mam. Zdecydowanie największa (zimną nie lubię nosić małych torebek)




A w niej?

No dobra, nie jest tak źle ;)

1. Rękawiczki - bo zima.. jakaś jesienna w HH, ale zimna.
2. Paragon - z piątku. Nawet nie pytajcie na ile :P
3. Komórka - a ktoś chodzi bez?
4. Błyszczyk czerwony - kto mnie kiedyś widział umalowaną, to jakby zobaczył kwiat paproci. Rzadko.
5. Bilet miesięczny na komunikację miejską w HH - 55,40 - tzw. "duża strefa", ale mogę jeździć tylko od 9.00 - 16.00 i od 18.00 - 6.00. W pozostałych godzinach muszę dokupować tzw. "jedynki"
6. Okulary - bo ja okulary noszę. Od 15 lat. W torebce :))
7. Cukierki na gardło ;) Mniej przydatne niż w Krakowie.
8. Klej - skąd?????!!!
9. Zapałki - nie palę :D Widać zostały po jakiejś analizie i syntezie ;)
10. Wsuwka do włosów - klasyka
11. Długopisy - jeśli są aż trzy, to dlaczego nigdy nie mogę znaleźć nawet jednego??!!
12. Parasolka - ha! A spróbujcie w HH chodzić bez parasola lub kaptura! :P
13. Krem do rąk - idealny po kredzie i gąbce.
14. Kalendarz - bo ja stary sklerotyk jestem
15. Portfel - wypchany drob-nia-ka-miiiiiiiiiiiiiiiiii!!
16. Klucze z breloczkiem z psem - ile razy ten pies ratował mi zajęcia, to...!
17. Chusteczki - z biedronki. A co?:P
18. Słuchawki - słucham radia. Jak jadę godzinę do szkoły, to powiem Wam, że to fajny sposób na doskonalenie języka
19. Kupony do Budnikowskiego na adwent. Patrząc na rabaty - czuję, ze się przydadzą ;))
20. Składana szczotka do włosów - to białe na górze - rewelacja! Kocham miłością szczerą!
21. Tusz do rzęs - a ktoś nie nosi? ]:->
22. Karty do gry - kolejne zaplątane na stałe mimo bezterapii ;)

23. Coś w małej kieszonce, co nosi każda z nas na wypadek "tych dni", a czego pokazywać nie będę ;)

Czasem się jeszcze książka przyplącze - ostatnio była "Panna z mokrą głową" Makuszyńskiego i "Madame" Libery.
Czy na podstawie mojej torebki można powiedzieć o mnie per "terapeuta"?? eeeee.......chyba nie ;)

Teraz Wasza kolej odważne kobietki! Pokażcie swoje torebki!! Tu lub na fejsie!

Która podejmuje wezwanie? :)

***********
A teraz chwalę się jeszcze raz tym, którzy nie mają facebooka ;)
UWAGA! ACHTUNG! 

Będę się chwalić, choć część z Was pewnie powie, że nie ma czym , a ja myślę, że powooooooli odnoszę SWÓJ mały sukcesik. Powoli 
Przed Wami statystyki bloga z października i listopada. Statystyki niebloggerowe (tam są dużo lepsze, ale chyba mniej miarodajne), ale ze StatCounter. Wynika z nich, że w listopadzie odwiedziliście blog aż 9696 razy!! Ja wiem, że przy takim Kominku to pestka, ale patrząc na to, że "Głoskę" tworzę w 100% sama, że nie jest moim źródłem zarobków (a szkoda  :P) i piszę ją tylko w czasie wolnym od terapii, szkoły, kursów i studiów, i że jest "tylko" blogiem edukacyjnym to... jestem z siebie dumna. Nie zmienia to jednak faktu, że chcę, aby "Głoska" była jeszcze lepsza.